Dlaczego nowotwory są plagą Golden Retrieverów – co mówi nauka

dlaczego nowotwory są plagą golden retrieverów

Trudno o psa, który głębiej wrósłby w zbiorową wyobraźnię niż Golden retriever. To on ciągnie sanki Świętego Mikołaja w reklamach, leży u stóp dzieci na okładkach podręczników, prowadzi niewidomych i pociesza pacjentów onkologicznych w szpitalnych korytarzach. W Internecie stał się wręcz synonimem bezwarunkowej życzliwości — psem, którego sama obecność ma znaczyć, że wszystko będzie dobrze.

Ale za tą złocistą sierścią i niezmiennie pogodnym pyskiem kryje się statystyka, o której większość właścicieli dowiaduje się zbyt późno. Golden retriever, jedna z najchętniej wybieranych ras świata, ma też jedno z najwyższych udokumentowanych ryzyk zachorowania na nowotwór spośród wszystkich psów — sięgające, według niektórych badań, sześćdziesięciu, a nawet sześćdziesięciu pięciu procent. To nie jest margines błędu ani efekt pecha pojedynczych linii hodowlanych. To wzorzec na tyle wyraźny, że od dekady stanowi jeden z najintensywniej badanych problemów w medycynie weterynaryjnej — i, jak się okazuje, coś więcej niż tylko problem psów.

Im mocniej rasa zakorzeniała się w kulturowej wyobraźni jako uosobienie zdrowia, energii i psiego szczęścia, tym trudniej było zauważyć cień, który od początku szedł z nią w parze. Naukowcy dziś twierdzą, że korzeni tego cienia nie trzeba szukać w przypadku ani w środowisku — trzeba sięgnąć do decyzji hodowlanych sprzed ponad stu lat.

Cena za czystość rasy

Sześćdziesiąt procent to liczba, która potrzebuje kontekstu, żeby w pełni przemówić. Wśród psów w ogóle śmiertelność nowotworowa waha się od niespełna dziesięciu procent u niektórych małych ras do ponad sześćdziesięciu u kilku największych pechowców genetycznych — a golden retriever niezmiennie ląduje w tej drugiej grupie.

Dla porównania: u ludzi po siedemdziesiątce nowotwór zostanie zdiagnozowany u mniej więcej połowy populacji, ale odpowiada on za około jedną czwartą wszystkich zgonów. U golden retrieverów te proporcje są odwrócone — choroba, która u człowieka jest jedną z wielu przyczyn śmierci, u tej rasy staje się tą dominującą.

Ankieta przeprowadzona w 1998 roku przez Golden Retriever Club of America wśród właścicieli niemal półtora tysiąca psów wykazała, że nowotwory odpowiadały za 61 procent wszystkich zarejestrowanych zgonów.

Ponad dwie dekady później, w badaniu sekcyjnym kilkuset golden retrieverów przebadanych w jednym z amerykańskich szpitali akademickich dla zwierząt, odsetek ten sięgnął już 65 procent. Najczęstsze diagnozy powtarzają się z niepokojącą regularnością: hemangiosarcoma — agresywny nowotwór naczyń krwionośnych, często rozwijający się bezobjawowo w śledzionie lub sercu aż do nagłego pęknięcia; chłoniak; mastocytoma, czyli nowotwór z komórek tucznych skóry; oraz kostniakomięsak.

To właśnie skala i powtarzalność tych danych sprawiły, że golden retriever przestał być dla naukowców tylko ukochanym pupilem milionów rodzin, a stał się czymś w rodzaju naturalnego laboratorium — rasą, w której mechanizmy nowotworzenia można badać z precyzją rzadko dostępną w populacjach ludzkich.

Wąskie gardło sprzed stu lat

Żeby zrozumieć, skąd bierze się tak wysoki odsetek zachorowań, trzeba cofnąć się do XIX-wiecznej Szkocji, gdzie lord Tweedmouth krzyżował retrievery wodne z tweed water spanielami, tworząc podwaliny pod rasę, która miała stać się idealnym psem do aportowania zwierzyny. Golden retriever został oficjalnie zarejestrowany w Wielkiej Brytanii w 1903 roku, a wkrótce potem trafił do Stanów Zjednoczonych. Moment zamknięcia ksiąg hodowlanych — decyzja, że od tej pory rasę będą tworzyć wyłącznie krzyżówki psów już zarejestrowanych jako golden retrievery — okazał się punktem bez odwrotu.

Genetycy nazywają to zjawisko efektem wąskiego gardła. Cała dzisiejsza populacja rasy wywodzi się z ograniczonej puli osobników założycielskich, a każdy gen obecny u tych kilkudziesięciu czy kilkuset psów sprzed ponad wieku jest dziś powielany w miliony egzemplarzy na całym świecie. Jeśli wśród założycieli rasy znalazły się warianty genetyczne zwiększające podatność na nowotwory — a wszystko wskazuje na to, że tak właśnie było — to nie miały one szans zniknąć. Przeciwnie: krążyły w populacji od pokoleń, nigdy nie rozcieńczone napływem nowej, niespokrewnionej krwi.

Reproduktor, który zmienił wszystko

Proces ten pogłębił dodatkowo tak zwany efekt popularnego reproduktora — praktyka, w której pojedynczy wybitny pies, ceniony za wygląd, temperament czy sukcesy wystawowe, zostaje użyty do krycia wyjątkowo dużej liczby suk, a jego potomstwo z czasem dominuje kolejne pokolenia rasy.

Jest to model hodowlany, który w krótkim czasie potrafi utrwalić pożądane cechy — sylwetkę, umaszczenie, charakter — ale równie skutecznie utrwala cechy niepożądane, w tym ukryte mutacje sprzyjające rozwojowi nowotworów.

Golden retriever, ceniony właśnie za spójność wyglądu i charakteru na całym świecie, zapłacił za tę jednorodność genetyczną cenę, której w pełni nie przewidziano.

Jak ujmują to genetycy zajmujący się rasami psów: golden retrievery nie są bardziej podatne na nowotwory dlatego, że bliskie pokrewieństwo w hodowli z definicji prowadzi do raka — inne rasy o podobnym stopniu skrzyżowania krwi wcale nie chorują tak często. Problem polega na tym, że akurat wśród psów założycielskich tej konkretnej rasy geny sprzyjające nowotworom znalazły się w puli, z której nie było już odwrotu.

golden retriever quiz

QUIZ: Jak dobrze znasz rasę Golden retriever?

1 / 10

Jakie schorzenie genetyczne jest szczególnie często monitorowane w hodowlach Golden retrieverów?

2 / 10

W którym wieku rozpoczęto celową hodowlę Golden retrieverów?

3 / 10

Dwuwarstwowa sierść Goldena pełni głównie funkcję:

4 / 10

Jaką funkcję pierwotnie pełniły Golden retrievery?

5 / 10

Do jakiej grupy psów należy Golden retriever?

6 / 10

Który kolor sierści był bardziej typowy dla pierwszych Golden retrieverów niż dzisiejszy jasny krem?

7 / 10

W jakim kraju powstała rasa Golden retriever?

8 / 10

Kto jest uznawany za twórcę rasy Golden retriever?

9 / 10

Która z tych ras NIE brała udziału w tworzeniu Golden retrievera?

10 / 10

Golden retrievery słyną z tego, że są często wykorzystywane jako?

Twój wynik to

Średni wynik to 74%

0%

Zagadka dwóch kontynentów

Gdyby wysokie ryzyko nowotworowe golden retrieverów było wyłącznie efektem zamkniętej puli genowej sprzed stu lat, można by oczekiwać, że problem wygląda mniej więcej tak samo wszędzie na świecie. Tymczasem dane pokazują coś zupełnie innego — i to właśnie ta rozbieżność najbardziej intryguje dziś badaczy.

Ten sam pies, inna diagnoza

Amerykańskie golden retrievery chorują przede wszystkim na hemangiosarcomę, agresywny nowotwór naczyń krwionośnych. Brytyjskie osobniki tej samej rasy zapadają częściej na chłoniaka. A europejskie linie hodowlane jako całość wykazują wyraźnie niższą śmiertelność nowotworową niż ich północnoamerykańscy krewni — jedno z badań z 2010 roku oszacowało ją na około 38,8 procent, czyli o kilkanaście do dwudziestu kilku punktów procentowych mniej niż w wielu amerykańskich zestawieniach.

Różnice te utrzymują się mimo wspólnego pochodzenia rasy i podobnego, ograniczonego zasobu genów wyjściowych.

Dwa kontynenty, dwie osobne pule genowe

Populacje golden retrieverów po obu stronach Atlantyku od dawna rozwijają się w dużej mierze niezależnie od siebie — pula genowa na każdym kontynencie jest wystarczająco duża, by hodowcy rzadko sięgali po psy z drugiej strony oceanu. To sprawiło, że z biegiem dziesięcioleci w obu populacjach zaczęły akumulować się nieco odmienne mutacje. Analizy genomowe sugerują, że część podwyższonego ryzyka niektórych nowotworów u północnoamerykańskich golden retrieverów wiąże się ze stosunkowo niedawnymi zmianami genetycznymi, które nie miały jeszcze czasu rozprzestrzenić się — ani zniknąć — w populacji europejskiej.

Naukowcy podkreślają, że to właśnie ten naturalny eksperyment porównawczy — dwie duże, spokrewnione, lecz od pokoleń odseparowane populacje tej samej rasy, zapadające na różne typy nowotworów w różnym natężeniu — może okazać się kluczem do zrozumienia mechanizmów nowotworzenia u psów w ogóle.

Różnice między amerykańskimi a europejskimi goldenami nie tłumaczą wprawdzie, dlaczego rasa jako taka jest aż tak podatna na raka, ale pokazują wyraźnie, że genetyka, a nie tylko środowisko czy dieta, odgrywa w tym równaniu rolę pierwszoplanową.

Front badawczy

Jeśli golden retriever stał się dla naukowców naturalnym laboratorium nowotworów, to jego centrum znajduje się w Denver, w Kolorado, gdzie od 2012 roku Morris Animal Foundation prowadzi Golden Retriever Lifetime Study — pierwsze w historii medycyny weterynaryjnej długofalowe badanie prospektywne na taką skalę. Do projektu zapisano niemal trzy tysiące czystorasowych golden retrieverów, które przez całe życie są corocznie badane, ankietowane i którym pobiera się próbki biologiczne. Cel jest ambitny: rozdzielić wpływ genów, diety, stylu życia i środowiska na rozwój nowotworów w tej rasie — i, docelowo, u psów w ogóle.

Gen, który kupuje czas

Nie wszystkie wieści z frontu badawczego są ponure. Zespół z University of California, przeanalizował próbki krwi ponad trzystu golden retrieverów — porównując psy, które dożyły czternastu lat, z tymi, które zmarły przed dwunastym rokiem życia — i zidentyfikował wariant genu o nazwie HER4, znanego wcześniej głównie z roli w nowotworach u ludzi, który wiąże się z wydłużeniem życia o blisko dwa lata. Odkrycie nie neguje istnienia genetycznego obciążenia rasy, ale sugeruje coś równie istotnego: że wśród golden retrieverów istnieją też warianty genetyczne, które potrafią to obciążenie częściowo równoważyć.

Równolegle zespół kierowany przez dr Katherine Megquier z Broad Institute, wspólnej jednostki badawczej MIT i Uniwersytetu Harvarda, wykorzystuje próbki z Golden Retriever Lifetime Study, by poszukać czynników genetycznych odpowiedzialnych za rozwój nie jednego, lecz kilku nowotworów jednocześnie u tego samego psa — zjawisko szczególnie niepokojące, bo sugerujące istnienie wspólnego mechanizmu leżącego u podstaw ogólnej podatności rasy na raka, a nie tylko osobnych, niezależnych od siebie chorób.

Dla właścicieli, których interesuje, jak przekłada się to na realną długość życia ich psa, warto sięgnąć po nasz osobny tekst o tym, ile żyją Golden retrievery — znajdziecie tam m.in. porównanie żywotności Goldenów z innymi rasami retrieverów oraz szczegółowe dane na temat tego, jak zmieniała się średnia długość ich życia na przestrzeni ostatnich dekad. Możecie również wypełnić ankiety dotyczące waszego doświadczenia z tym tematem.

Psy jako model dla ludzkiej medycyny

To właśnie ta perspektywa nadaje badaniom nad golden retrieverami znaczenie wykraczające daleko poza samą rasę.

Ograniczona różnorodność genetyczna psów rasowych, która czyni je tak podatnymi na choroby dziedziczne, jest jednocześnie ich naukowym atutem: pozwala badaczom znacznie łatwiej namierzyć konkretne geny odpowiedzialne za konkretne nowotwory niż w znacznie bardziej zróżnicowanej genetycznie populacji ludzkiej.

Chłoniak i hemangiosarcoma u golden retrieverów wykazują uderzające podobieństwa kliniczne i histologiczne do ludzkiego chłoniaka nieziarniczego z komórek B oraz mięsaka naczyniowego trzewi — a badania nad wspólnymi loci genetycznymi odpowiedzialnymi za oba te nowotwory u psów już dziś dostarczają tropów, które mogą okazać się przydatne w onkologii ludzkiej.

Co to oznacza dla właścicieli i hodowców

Dla przeciętnego właściciela golden retrievera te wszystkie dane genetyczne przekładają się na jedno, bardzo konkretne pytanie: co mogę z tym zrobić już dziś. Odpowiedź, jaką dają lekarze weterynarii, brzmi: niewiele, jeśli chodzi o samą predyspozycję — ale całkiem sporo, jeśli chodzi o wczesne wykrycie.

Wyścig z czasem, zanim pojawią się objawy

Hemangiosarcoma bywa nazywana cichym zabójcą rasy, bo przez długi czas rozwija się bezobjawowo w śledzionie lub sercu, dając o sobie znać dopiero w momencie pęknięcia guza — często zbyt późno na skuteczną interwencję. Dlatego coraz więcej klinik zaleca właścicielom golden retrieverów regularne badania USG jamy brzusznej po ukończeniu przez psa piątego czy szóstego roku życia, jeszcze zanim pojawią się jakiekolwiek niepokojące sygnały.

Do tego dochodzi rutynowa palpacja węzłów chłonnych, pomocna we wczesnym wykrywaniu chłoniaka, oraz nowsze testy przesiewowe oparte na płynnej biopsji, które potrafią wykryć sygnały genomowe związane z nowotworem, zanim choroba da jakiekolwiek objawy kliniczne.

Na poziomie hodowlanym zmiana zachodzi wolniej, ale zachodzi. Coraz więcej hodowców golden retrieverów aktywnie poszukuje sposobów na zwiększenie różnorodności genetycznej w obrębie rasy — świadomie unikając nadmiernego wykorzystywania pojedynczych, popularnych reproduktorów, testując psy hodowlane pod kątem znanych markerów ryzyka nowotworowego i dzieląc się danymi zdrowotnymi swoich linii krwi. Część środowiska hodowlanego zaczyna też otwarcie mówić o historii nowotworowej w rodowodach jako standardowej informacji, o którą przyszli właściciele powinni pytać równie naturalnie, jak pytają o dysplazję stawów biodrowych czy choroby oczu.

Granice tego, co da się zmienić

Eksperci są przy tym zgodni co do jednego zastrzeżenia: żadna z tych praktyk nie wyeliminuje ryzyka całkowicie. Genetyczne obciążenie rasy jest zbyt głęboko zakorzenione, by usunąć je wyłącznie poprzez selekcję hodowlaną czy zmianę stylu życia psa.

To, co zmienia się realnie, to szansa na wcześniejszą diagnozę i dłuższe, lepiej monitorowane życie — nie zniknięcie problemu, lecz jego oswojenie.

Paradoks, który zostaje

Golden retriever wciąż będzie leżał u stóp dzieci, prowadził niewidomych i pojawiał się w Internecie jako uosobienie bezwarunkowej życzliwości. Nic z tego się nie zmieni. To, co zmienia się powoli, to świadomość, że za tą złocistą sierścią kryje się genetyczny bagaż, którego rasa nie może się pozbyć z dnia na dzień. Bagaż zapoczątkowany decyzjami hodowlanymi sprzed ponad stu lat, kiedy nikt nie mógł jeszcze wiedzieć, jakie konsekwencje przyniesie zamknięcie ksiąg rasowych.

Nauka, która przez dekady jedynie dokumentowała skalę problemu, dziś zaczyna oferować coś więcej niż tylko statystyki.

Odkrycie genu HER4, mapowanie wspólnych loci odpowiedzialnych za wiele nowotworów jednocześnie, porównania między populacjami amerykańską i europejską — wszystko to składa się na obraz rasy, która powoli, próba po próbie, ujawnia mechanizmy choroby dotykającej nie tylko psy, ale i ludzi. W tym sensie golden retriever, płacąc wysoką cenę za swoją genetyczną jednorodność, może ostatecznie oddać przysługę znacznie szerszą niż komukolwiek się wydawało w chwili jego powstania.

Paradoks pozostaje jednak nierozwiązany: im więcej wiemy o przyczynach tej podatności, tym trudniej oddzielić uczucie, jakim rasa jest otoczona, od twardych liczb mówiących o jej zdrowiu. Golden retriever nie przestanie być jednym z najchętniej wybieranych psów świata. Pytanie, jakie stawia dziś nauka, brzmi inaczej: czy da się pokochać rasę i jednocześnie, wreszcie, naprawić to, co w niej złamane.

Autor: Kacper Rutkowski

Właściciel dwóch retrieverów, Fiji i Rayi. Pasjonat i twórca ŚwiatRetrieverów.pl. Inspiracja codzienna — życie z psami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *